sobota, 30 października 2010

ROSYJSKA RULETKA?

Jestem zacinającą się maszyną
powtarzającą w kółko: "Kto się śmieje ostatni?";

Jestem
opuszkami palców na twoich oczach
kiedy do--
chodzisz do pewnego
stopnia od razu
zadanego pewną
ręką
do nieba --
nalnej konkluzji:

Adapter rozkręca
atmosferę i zacięte
mechanizmy oraz miny.
Ciśnienie atmo--
sferycznie kuli się w karabinie

Maszy. Nowym.

sobota, 2 października 2010

WYCINANKA

Serce zaplątało się
w serpentynę
biegnąc tuż pod skórą
od skrzepu żylnego
do jutra

Jutro
okazało się
zwyczajnym
Judaszem
Chrystusem
Frankensteinem
Nożycorękich
gwiazd

wtorek, 14 września 2010

niedziela, 12 września 2010

SZTUKMISTRZYNI

dla A.K. :)

zbliżasz się do mnie
po mili księżycowego światła
między śmiercią a smutkiem

odgarniasz
zjeżone troski
z mej dzikiej nieheblowanej twarzy

odbijasz
dalekie echo jedności
gardła i krzyku

gdy gwiazdy lśniły jak perły
a Ty je nawlekałaś na słowa z zamkniętymi oczami

(11.O9.2010)

piątek, 10 września 2010

ŻYWIOŁY


Dotknęłam dna

Twoich oczu

jak łza zbyt zła,

by ją poczuć


Sięgnęłam wzgórz

Twego ciała

jak mgła, co z mórz

solnych wstała


Znalazłam punkt

zwrotny czasu:

Twój drżący bunt

w trzewiach lasu


Zbudziłam się

w szczycie cienia –

wodospad łez

w lód skamieniał...


sobota, 4 września 2010

recenzja "Deadline"


"Deadline" oznacza ostateczny termin, np. składania prac. Katarzynie Zdanowicz-Cyganiak, autorce tak zatytułowanego tomu, z powodzeniem udaje się uchwycić "wieczność w godzinie", a mówiąc ściślej – własną (nie)obecność w naszej rozedrganej, ponowoczesnej teraźniejszości.


Czasu jest w niej dość jedynie na ekspresowe piosenki ("express songs"), dotykające w trybie błyskawicznym ostatecznych życiowych konkluzji ("spójrz linie papilarne to szyny / a obrączki oślepiają jak światła pociągu"), paradoksów ("bliskość w czasie rozstania potem już nigdy więcej") i – last but not least - "tego ciała, w którym odjeżdżasz" (a którego "dotykanie" odbywa się oczywiście nie inaczej, niż za pomocą Języka, jak w genialnym "wierszu podziemnym":


"dziś jak małe zwierzątko

schowałam się w norze

wylizuję łapki z krwi

zjadam to co rodzę

dobrze wiesz

ciemność dotyka nas wszędzie

a może my tego chcemy

to ziarno które jest we mnie

chce już wreszcie do ziemi"


Jak widać, Język ten rządzi się własną logiką i uchwycenie jej – na przekór stereotypowym przyzwyczajeniom odbiorców – skutkuje poezją najczystszej próby.


Są w "deadline" wiersze "wybrzmiewające" w pełni jedynie podczas czytania ich na głos, np. "karma":


"mam w sobie

zgniłe kocięta o niebieskich oczach

zanim mnie opuścisz

kotku

najpierw sobie popatrz"


Dobitne (nie tylko) wtedy, kiedy się autodefiniują:


"wiersze jak zakładnicy

nie wiem co z wami zrobić

wydać was w obce ręce

czy pokochać i dobić"


Z lirykami współgra rysunek na okładce: nogi i sukienka uchwycone w rozedrganym, motylim tańcu, należące do dziewczynki bez głowy. Hmm, tomik to wystarczająco niezwykły, aby stracić głowę. I , niczym struś trenujący wydobywanie jej z piasku, przedstawić na deadline, zamiast analizy i interpretacji, jeszcze jeden "syntetyczny" wniosek "wyciągnięty" z wiersza pt. "potrzask":


"(...)

i ty masz klucz

ale mnie tam nie ma"


Strona Katarzyny Zdanowicz:

recenzja dwóch wątków z "Antologii nowej poezji polskiej 1990-1999"


Gorąco polecam "Antologię nowej poezji polskiej 1990-99" (Zielona Sowa 2001), m.in. jako wstęp do twórczości dwóch ciekawych, "queerujących" poetek : Marzeny Brody oraz Ewy Sonnenberg, dodatkowo zaś – jako sprawdzian, jak się ta, niszowa tematycznie, twórczość prezentuje na tle tzw. mainstreamu (oraz rozmaitych innych nisz). Pokrzepiające, że mamy w Polsce lespoezję, chciałoby się tylko dodać: dlaczego jedynie w proporcji 2/111?


W poezji Marzeny Brody króluje liryzm oraz subtelna, oniryczna atmosfera. Autorka z powodzeniem używa efektu kontrastu – między światłem a mrokiem, milczeniem a dźwiękiem itp. – przywodzącego na myśl podobną poetykę zastosowaną w powieści „Podtrzymywanie światła” przez Jeanette Winterson. Metafory kobiety/kobiecości są u poetki tyleż urzekające (tytułowa „Smuga Światła” czy „pora księżycowa” z „Gdy usłyszę ciche twe wołanie”), co – pozbawione własnego głosu, jakby "oniemiałe" (co najpełniej wybrzmiewa w tytule wiersza: „Usłyszała Ciszę”.) Jednakże, choć głos kobiecy to u Brody – w najlepszym wypadku – „cichy głos”, można też dostrzec w jej poezji feministyczny, „subwersywny” potencjał wydobycia ukrytej siły drzemiącej w tradycyjnych obrazach kobiecej słabości, będący spektakularnym rezultatem sugestywności jej poetyckich wizji (do których da się też wszak zastosować stwierdzenie: „skrajności są sobie bliskie”.)


Dokładnie w miejscu, w którym Marzena Broda zatrzymuje się, pozostawiając interpretację w sferze (domyślnych) przewartościowań, kształtuje się ironia Ewy Sonnenberg:


„W snach trzykrotnie widziałam diabła

deszcz krwi W prezencie urodzinowym

podarował mi przyrodę Znajomość języka

roślin i zwierząt Nauczyłam się

kto naprawdę rządzi światem


Ciąg dalszy nastąpi”


Kpiarski ton jest orężem, po który poetka sięga w obronie przed „nieprzyjaznym dla użytkowniczki”, androcentrycznym światem, wymykając się zarazem jednoznacznym przyporządkowaniom – co najlepiej widać w końcowym fragmencie utworu „Tylko dla mężczyzn”:


„oddali mi wolność nie pytali o zgodę zostawiając na drogę żebro”


W świecie pewników, które pewnikami nie są, jedyna droga poza niepewność wiedzie przez cielesność:


„Zawstydzona kolejną pomyłką przesłania ciało

drugą kobietą”

(„Aktorka”)


Słowa te – nieprzypadkowo moim zdaniem (choć zapewne: nieplanowanie?) – korespondują z fragmentem wiersza ikony amerykańskiej poezji gejowskiej, Marka Doty'ego, który pisał:


„Kłuj mnie, dźgaj i wydziargaj –

– nie będę już nigdy więcej nagi”

(„Mój tatuaż”)


Tak u Doty'ego, jak i u Sonnenberg, homoseksualizm okazuje się jedynym sensownym rozwiązaniem dla podmiotu uwikłanego w – bolesną/zawstydzającą – dychotomię płci.